Wielki Weekend Premier League: Derby Manchesteru, Wilki na fali i dylematy Aston Villi
onefootball
12 dni temu
Po emocjach związanych z Pucharem Anglii, gdzie nie brakowało pasjonujących spotkań i – co tu kryć – pewnej irytacji związanej z przeciągającymi się analizami VAR, wracamy do ligowej rzeczywistości. Premier League powraca w wielkim stylu, a wraz z nią to, co w futbolu kochamy najbardziej: zacięta walka o mistrzostwo i mecze, które elektryzują kibiców.
Sobotnie popołudnie zdominują derby Manchesteru. Starcia pomiędzy United a City zawsze budzą ogromne emocje, a tym razem nabierają dodatkowego smaczku ze względu na niepewną formę obu zespołów. "Czerwone Diabły" przeżywają trudny okres, odpadając z kolejnych pucharów i notując serię rozczarowujących remisów, podczas gdy "Obywatele", mimo zwycięstw, nie prezentują jeszcze pełni swojej mocy. To właśnie w takich momentach rodzą się największe niespodzianki, a derby rządzą się swoimi prawami. Niezależnie od aktualnej dyspozycji, starcie na szczycie zawsze gwarantuje piłkarskie widowisko.
Nie można zapomnieć o Wolverhampton Wanderers. Podopieczni Gary'ego Dyche'a, po fatalnym początku sezonu, wydają się odnajdywać swoją tożsamość. Cztery mecze bez porażki we wszystkich rozgrywkach, w tym zwycięstwo w Pucharze Anglii i solidne wyniki w lidze, świadczą o poprawie ich gry. Przed nimi trudne wyzwanie w postaci Newcastle, które również znajduje się w dobrej dyspozycji. Wilki udowadniają, że nawet w najtrudniejszych chwilach można znaleźć światełko w tunelu, a ich forma może być cenną lekcją dla innych zespołów.
Aston Villa, mimo udowodnienia swojej wyższości nad Tottenhamem na boisku, mierzy się z wyzwaniami poza nim. Ograniczenia finansowe związane z zasadami PSR utrudniają klubowi wzmocnienia, a ostatnie odejście Donyella Malena stawia pod dużą presją Ollie'ego Watkinsa. Choć forma napastnika ostatnio zwyżkuje, brak solidnego zmiennika może okazać się problemem w dalszej części sezonu. W obliczu powrotu Tammy'ego Abrahama, który jednak nie jest już tym samym zawodnikiem co kiedyś, cała odpowiedzialność spoczywa na barkach Watkinsa. To z pewnością dodaje dramaturgii nadchodzącym meczom "The Villans".