Real Madryt demoluje Monaco w debiucie Arbeloi w Europie. Sześć goli i historyczny występ
onefootball
7 dni temu
Real Madryt rozpoczął spotkanie z AS Monaco z przytupem, chcąc uspokoić rozemocjonowanych kibiców na Santiago Bernabéu. Od pierwszych minut było jasne, że Los Blancos nie zamierzają zwalniać tempa. Już w piątej minucie Kylian Mbappé otworzył wynik spotkania, popisując się precyzyjnym strzałem po składnej akcji z Fede Valverde. Wysokie tempo gry i szeroko ustawieni Vinícius Júnior i sam Mbappé stanowili ciągłe zagrożenie dla defensywy gości, co szybko przełożyło się na kolejne bramki.
Monaco również miało swoje okazje, z Ansu Fati w roli głównej, jednak brakowało skuteczności. Choć zespół z Księstwa potrafił przedrzeć się przez pressing Realu, to pod bramką Thibaut Courtois brakowało wykończenia. Prawdziwy pokaz magii miał miejsce tuż przed przerwą. Genialne podanie Eduardo Camavingi do Ardy Gülera, który natychmiast odegrał do rozpędzonego Viníciusa, zakończyło się asystą przy kolejnym trafieniu Mbappé. Francuz, mimo gry przeciwko swojemu byłemu klubowi, nie okazywał radości po zdobyciu jedenastej bramki w szóstym meczu Ligi Mistrzów. W pierwszej połowie Monaco próbowało odpowiedzieć, ale strzały Akiouche'a i Teze (który trafił w poprzeczkę) nie znalazły drogi do siatki.
Po przerwie Real Madryt całkowicie zdominował spotkanie. Już sześć minut po wznowieniu gry Dani Ceballos, który pojawił się na boisku z ławki, odebrał piłkę i rozpoczął akcję, którą zakończył Franco Mastantuono, strzelając bramkę na 3:0. Tym samym Mastantuono stał się najmłodszym strzelcem w historii Realu Madryt w Lidze Mistrzów. Pięć minut później Vinícius zanotował trzecią asystę, a Thilo Kehrer wpakował piłkę do bramki po jego podaniu. Sam Brazylijczyk wpisał się na listę strzelców w 65. minucie, popisując się indywidualną akcją i precyzyjnym strzałem. Monaco zdołało zdobyć honorową bramkę za sprawą Teze, ale na tym emocje się nie skończyły. Jude Bellingham skompletował wynik, wykorzystując podanie Valverde i ustalając rezultat na 6:1.
Wynik ten jest nie tylko imponującym zwycięstwem, ale także historycznym momentem dla trenera Álvaro Arbeloi, który zadebiutował w europejskich pucharach. Drużyna pokazała płynność i zabójczą skuteczność, przypominając czasy świetności z czasów gry Arbeloi. Co ważne, zawodnicy krytykowani w poprzednim meczu – Bellingham, Valverde i Vinícius – odpowiedzieli znakomitymi występami. Real Madryt umocnił swoją pozycję w grupie, zapewniając sobie awans do fazy pucharowej jako rozstawiony zespół.