Puchar Narodów Afryki: Dramat w finale! Senegal triumfuje po kontrowersjach, Maroko w żałobie
beinsports
8 dni temu

Finał Pucharu Narodów Afryki pomiędzy Senegalem a Marokiem dostarczył nie tylko sportowych emocji, ale i ogromnej dawki kontrowersji, które przeniosły się nawet do sali konferencyjnej. W 90. minucie doliczonego czasu gry sędzia podyktował rzut karny dla Maroka, co wywołało burzę. Piłkarze Senegalu na chwilę opuścili boisko, by ostatecznie do niego wrócić. Brahim Díaz podszedł do jedenastki, próbując oszukać bramkarza słynną „Panenką”, ale golkiper był na posterunku. Ostatecznie to Lwy Terangi sięgnęły po puchar, po tym jak Pape Gueye zdobył decydującą bramkę w dogrywce, wywołując euforię w senegalskim obozie i ogromne rozczarowanie wśród marokańskich kibiców.
Napięcie nie opadło nawet godzinę po końcowym gwizdku i ceremonii wręczenia trofeów. Kiedy na konferencji prasowej pojawił się selekcjoner Senegalu, Pape Thiaw, marokańscy dziennikarze zareagowali buczeniem i okrzykami „Wynoś się!”. W odpowiedzi, reporterzy z Senegalu nagrodzili swojego trenera brawami, co doprowadziło do przepychanek. Marokańczycy próbowali zbojkotować konferencję i opuścić salę. W atmosferze tak gęstej od emocji, trener Senegalu zdecydował się opuścić salę bez udzielania wypowiedzi, a gorące dyskusje trwały w najlepsze.
Dla Maroka, będącego gospodarzem turnieju, porażka w finale była niezwykle bolesnym ciosem. Oczekiwania były ogromne, a frustracja wśród kibiców sięgała zenitu, gdy ich drużyna nie zdołała zdobyć upragnionego tytułu, na który czeka od 1976 roku. Porażka smakowała tym gorzej, że przyszła w tak dramatycznych okolicznościach – po niewykorzystanym rzucie karnym w ostatnich minutach, czując, że historyczny sukces wymknął się z rąk.
Finał odbił się szerokim echem nie tylko wśród zawodników, ale i kibiców oraz lokalnych mediów, które żywo dyskutowały o kontrowersyjnych decyzjach sędziowskich i postawie obu drużyn. Mimo rozczarowania, wielu Marokańczyków doceniło wysiłek swojej drużyny, podkreślając znakomitą postawę Brahima Díaza, który został królem strzelców turnieju i był kluczową postacią w ofensywie. Reprezentacja Maroka wraca do domu z cenną lekcją, obietnicą dalszej walki i nadzieją, że ta porażka stanie się motywacją do przyszłych sukcesów.