Liga Mistrzów: Sporting kontra PSG – emocje od pierwszych minut!
beinsports
7 dni temu

Liga Mistrzów powraca w styczniu z 7. kolejką, kluczowym etapem na drodze do zakończenia fazy grupowej. Jednym z najbardziej ekscytujących spotkań tygodnia będzie starcie Sportingu Lizbona z Paris Saint-Germain – dwoma zespołami o bardzo odmiennych realiach w europejskiej piłce, a jednak oboma wchodzącymi na boisko z jasnym celem: zdobyciem trzech punktów. Mecz, który zapowiada się niezwykle intensywnie i obfituje w bramki od pierwszej minuty.
Na papierze to Paris Saint-Germain jest faworytem. Francuska drużyna nadal potwierdza swój status jednego z najpotężniejszych klubów w światowym futbolu, co znajduje odzwierciedlenie w ich mocnej postawie w tej edycji Ligi Mistrzów. Obecnie zajmując trzecie miejsce w tabeli, PSG przystępuje do tego meczu jako wyraźny kandydat do zwycięstwa, dzięki zarówno indywidualnej jakości, jak i międzynarodowemu doświadczeniu. Ich celem będzie przejęcie kontroli od samego początku i zbliżenie się do komfortowej kwalifikacji, potwierdzając swoją kandydaturę do kontynentalnego tytułu. Mimo deszczowej aury, zapowiada się wielkie widowisko.
Z drugiej strony, portugalski zespół, znany jako "Lwy", przechodzi przez stosunkowo korzystny okres. Obecnie zajmują pozycję, która pozwoliłaby im awansować do fazy pucharowej – scenariusz, który, choć nie zapewnia całkowitego bezpieczeństwa, utrzymuje ich aspiracje w rozgrywkach przy życiu. Mając jeszcze dwa mecze do rozegrania, Sporting wie, że każdy punkt będzie kluczowy do utrzymania swojej pozycji i zapewnienia sobie miejsca wśród kwalifikujących się drużyn, co czyni ten mecz zarówno wymagającym testem, jak i okazją do zaznaczenia swojej obecności.
Już w pierwszych minutach spotkania nie brakowało emocji. W 6. minucie Fabián Ruiz próbował szczęścia strzałem z dystansu po podaniu od Nuno Mendesa, ale bramkarz zdołał sparować uderzenie zmierzające w prawy górny róg. Chwilę później, w 12. minucie, PSG zasygnalizowało zagrożenie. Vitinha oddał strzał z krawędzi pola karnego po zgraniu od Senny Mayulu. Portugalczyk uderzył mocno prawą nogą w kierunku słupka, ale bramkarz był czujny i zdołał obronić. Najbliżej zdobycia bramki był jednak Geny Catamo w 15. minucie. Po precyzyjnym podaniu od Iván Fresnedy, skrzydłowy Sportingu znalazł się z piłką w polu karnym, wszedł z nią do środka i oddał strzał lewą nogą z prawej strony szesnastki, który minimalnie minął dalszy słupek. Trybuny już zdążyły się cieszyć.