Liga Europy: Dyche wskazuje "minutę szaleństwa" jako przyczynę porażki Nottingham Forest
beinsports
4 dni temu

Sean Dyche, menedżer Nottingham Forest, jest przekonany, że "jedna minuta szaleństwa" zadecydowała o porażce jego drużyny z Bragą w rozgrywkach Ligi Europy. Wynik 1:0 dla portugalskiej drużyny przekreślił szanse "The Tricky Trees" na zajęcie miejsca w czołowej ósemce fazy ligowej.
Nieszczęśliwy dla Forest okazał się moment zaledwie 55 sekund po niewykorzystanym przez Morgana Gibbsa-White'a rzucie karnym. Wówczas Ryan Yates, próbując interweniować po dośrodkowaniu Ricardo Horty, niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki. Sytuacja stała się jeszcze gorsza w doliczonym czasie gry, gdy Elliot Anderson zobaczył czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie. Nottingham Forest zapisał się tym samym w historii Ligi Europy jako pierwszy angielski klub, który w jednym meczu zaliczył zarówno niewykorzystany rzut karny, jak i samobójcze trafienie.
Z drugiej strony, Braga stała się zaledwie drugą drużyną od sezonu 2009/10, która wygrała mecz, nie oddając ani jednego celnego strzału na bramkę rywala. Wcześniej podobnej sztuki dokonało Lazio w listopadzie 2017 roku przeciwko Nice.
Dyche, który dokonał siedmiu zmian w porównaniu do poprzedniego meczu w Lidze Europy, przyznał, że choć w poprzednim spotkaniu FA Cup krytykował zawodników otrzymujących szanse gry, tym razem nie ma ku temu podstaw. "Widać było zaangażowanie, ale brakowało tej zabójczej skuteczności, której pragniemy więcej. Oczywiście, jesteśmy w tej dziwnej sytuacji, gdzie musimy chronić zawodników grających dużo," powiedział szkoleniowiec w rozmowie z TNT Sports. "Chcemy dobrze wypaść w tych rozgrywkach, nadal chcemy. To cienka granica – to akrobacja. Chcesz dać każdemu szansę, by się pokazał. Pracują niezwykle ciężko na treningach. Przyjeżdżamy tutaj, spodziewając się, że wejdą na wyższy poziom i to jest to, na co czekamy, to uczucie, by przejąć kontrolę nad meczem, a to nigdy tak naprawdę się nie wydarzyło. Można by wywieźć remis, ale naprawdę nie powinno się przegrać tego meczu. Jedna minuta szaleństwa kosztowała nas grę. Nie sądzę, żeby oni mieli choć jedną prawdziwą okazję, a potem mieliśmy zamieszanie pod bramką i nawet to nie mogło wpaść."