Błyskawiczna przemiana Realu Madryt pod wodzą Arbeloi
beinsports
17 godz. temu
Álvaro Arbeloa potrzebował zaledwie czterech meczów, by nadać Realowi Madryt zupełnie nowe oblicze. Tempo, w jakim nowy szkoleniowiec wprowadził zmiany w drużynie Królewskich, robi wrażenie, choć bolesna porażka w Copa del Rey z Albacete wciąż pozostaje jedyną poważną skazą jego krótkiej kadencji.
Po tym niepowodzeniu Madrid odpowiedział serią trzech zwycięstw: 2:0 z Levante, 6:1 z Monaco i 0:2 na wyjeździe z Villarrealem na La Cerámica, jednym z najtrudniejszych stadionów w LaLiga. Liczby mówią same za siebie: 12 zdobytych bramek i tylko 4 stracone – statystyki wyraźnie wskazujące na trend wzrostowy. "Statystyki potwierdzają to, co widać gołym okiem" – podkreślają eksperci beIN Sports, analizując początek ery Arbeloi.
Madryt pod wodzą byłego obrońcy przewyższa wersję Xabiego Alonso niemal w każdym aspekcie ofensywnym i kontroli gry. Królewscy strzelają średnio 3 bramki na mecz w porównaniu do wcześniejszych 2,17, oddają więcej celnych strzałów (21,5 na spotkanie wobec 18,8) i cieszą się większym posiadaniem piłki (63,9% w porównaniu do 57,3%). Poprawiły się również liczby dotyczące cyrkulacji: 618 podań na mecz wobec 553, więcej dokładnych zagrań (555 vs 490) i lepsza skuteczność na połowie rywala (86,6% vs 83,7%). Nawet defensywa prezentuje się lepiej – drużyna pozwala na mniej celnych strzałów (3 na mecz wobec 4,3).
Mecz z Villarrealem był najlepszym przykładem nowego Realu. Na stadionie, gdzie gospodarze zazwyczaj dyktują warunki, Los Blancos dominowali z piłką przy nodze: 58,1% posiadania i 14 strzałów wobec 8 – występ, którego rzadko można było doświadczyć w tym sezonie. Tymczasem zwycięstwo 6:1 nad Monaco okazało się największym triumfem Madrytu w tej kampanii, marżą niewosiągniętą nawet w poprzednim sezonie pod wodzą Carlo Ancelottiego. Poprawa przyszła bez radykalnej rewolucji taktycznej, ale dzięki bardziej agresywnej i rozpoznawalnej wersji zespołu, a jednym z największych beneficjentów zmian okazał się Vinícius.
Arbeloa nie zburzył wszystkiego od podstaw, ale wprowadził kluczowe korekty. Ożywił Ardę Gülera, który zgasł pod koniec kadencji Xabiego, i zaufał Eduardo Camavindze – najpierw jako obrońcy, a później w pomocy, gdzie Francuz zaliczył jeden z najlepszych występów przeciwko Villarrealowi. Decydujący okazał się również powrót Franco Mastantuono do podstawowego składu. Argentyńczyk, na którego stawiał Xabi, został odsunięty przez problemy zdrowotne, by teraz wrócić do wyjściowej jedenastki. W pozostałych pozycj