Liverpool zmęczony i oszukany przez sędziów? Arne Slot zabiera głos po porażce
beinsports
Wczoraj

Arne Slot, szkoleniowiec Liverpoolu, wyraził swoje rozczarowanie postawą sędziów po dramatycznej porażce swojej drużyny z Bournemouth. "The Reds" przegrali 2:3 na Vitality Stadium, co oznacza, że po raz pierwszy od 2021 roku nie potrafią wygrać od pięciu ligowych spotkań. Decydująca bramka padła w doliczonym czasie gry, co wywołało gorącą dyskusję.
Amine Adli zdobył zwycięskiego gola w piątej minucie doliczonego czasu drugiej połowy, mimo że pierwotnie doliczono tylko cztery minuty. Zdaniem trenera Liverpoolu, ten skrócony czas nie pozwolił jego podopiecznym na próbę odrobienia strat, zwłaszcza po tym, jak zdołali wyrównać wynik z 0:2 na 2:2. Slot, który po meczu rozmawiał z arbitrami, skomentował sytuację dla Sky Sports: "Myślę, że przede wszystkim musimy spojrzeć na siebie. Mecz był bardziej otwarty. Obie drużyny próbowały strzelić gola. Oni mieli lepsze okazje niż my w ostatnich 10 minutach, a potem w końcu nastąpił długi wyrzut z autu i strzelili gola."
Holenderski trener podkreślił, że cztery minuty doliczonego czasu były niewystarczające, biorąc pod uwagę liczne przerwy w grze. "Dla mnie cztery minuty doliczonego czasu nie wystarczyły, ale ostatecznie to nie miało znaczenia, bo oni strzelili. Chociaż potem moglibyśmy mieć może dwie lub trzy minuty, ale ten mecz nie powinien mieć czterech minut dogrywki. Był już rzut wolny, który trwał dwie lub trzy minuty, były momenty VAR, były zmiany. To właśnie powiedziałem im, że cztery minuty nie wystarczyły." To już trzecia sytuacja w tym sezonie, kiedy Liverpool traci bramkę w 90. minucie lub później, co jest ich rekordem w jednej kampanii Premier League.
Liverpool, grający trzeci mecz w ciągu siedmiu dni i siódmy w styczniu, zdaje się odczuwać skutki zmęczenia. Pomimo niekorzystnego wyniku 0:2, drużyna pokazała charakter, doprowadzając do remisu dzięki bramkom Virgila van Dijka i Dominika Szoboszlai. Slot zasugerował, że powtarzająca się w ostatnich tygodniach jedenastka mogła wpłynąć na dyspozycję zawodników. "Chociaż w pewnym momencie przegrywaliśmy 0:2, nie czułem, że zasłużyliśmy na taki wynik, ale zawodnicy zareagowali naprawdę dobrze. Wyrównaliśmy na 2:2 i wtedy pomyślałem, że to był bardzo otwarty mecz, w którym obie drużyny miały swoje szanse. Oni prawdopodobnie mieli ich nawet więcej niż my, co nie powinno być dla mnie całkowitym zaskoczeniem, wiedząc, że graliśmy w Marsylii i przez ostatnie cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć, dziesięć meczów musieliśmy grać tymi samymi zawodnikami. Czasami kilku z nich może być trochę zmęczonych. Myślę, że to właśnie było widać na końcu."